Posted by: myslosiewnia | kwiecień 21, 2008

Miska ryżu.

Mało kto zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Kraje Trzeciego świata ogarnęły zamieszki wywołane przez protestujących ludzi. Kameun, Burkina- Faso, Niger, Mauretania, Wybrzeże Kości Słoniowej, Egipt, Meksyk, Maroko, Haiti, Filipiny… to tylko przykłady miejsc w których wybuchły rozruchy w związku z wzrastającą cena żywności. Doszło nawet do tego, że dzieci wyszły na ulice by zwrócić uwagę na swój głód.

 

 

 

Światowy Program Żywnościowy zmniejsza racje wydawane około 73 mln ludzi w 78 państw. Powoduje to kryzys w (jak twierdzi FAO) 36 krajach.

 

Problem wynika z coraz wyższych cen pszenicy i ryżu.

Kiedy w krajach takich jak Chiny, Indie, Brazylia i Rosja rozwój zwiększył konsumpcję mięsa zaczęła wzrastać potrzeba hodowli zwierząt. Bydło i kurczaki karmione są zbożem. Z 8kg ziarna można uzyskać jedynie 1kg wołowiny!

Kontrowersyjna jest również sprawa biopaliw. Do produkcji energii wykorzystywane są zboża. George Bush chce, by do 2017 roku 15 procent samochodów w Ameryce jeździło na biopaliwach, co oznacza trzykrotny wzrost produkcji kukurydzy. Wycinanie lasów tropikalnych pod uprawy dla biopaliw jest “skrajną głupotą”- mówi prof. John Beddington.

Popyt na żywność rośnie także z powodu powiększania się populacji świata, która do 2050 roku ma wzrosnąć z obecnych 6,5 miliardów do 9,5 miliardów.

Znaczną rolę odgrywa też zmiana klimatu. Susze i powodzie mają wpływ na zbiory. Tegoroczne powodzie w Chinach zniszczyły uprawy ryżu i innych zbóż. Z powodu suszy, wyrębu lasów i niestabilności klimatu na całym świecie co roku ginie obszar żyznej ziemi wielkości Ukrainy.

 

Bogate kraje dotują rolnictwo nie po to, by wyżywić świat, ale by wzbogacić swoich rolników. Paradoks naszego świata uwydatnia się coraz bardziej z każdym dniem. Zdecydujmy się, albo żyjemy stadnie, albo nie. Dzielimy się na małe plemiona i z satysfakcją obserwujemy nieszczęścia innych. Albo potrafimy sobie radzić sami albo nie. Skoro nie chcemy pomagać innym to nie, ale nie oczekujmy też pomocy od innych. Zaszyjmy się samotnie w lesie i polujmy na króliki. Nikt nie będzie od nas wymagał wtedy żebyśmy oddawali podatki które idą na biednych. Nie będzie się wtedy trzeba oburzać bo „Co oni robią z moimi pieniędzmi, że muszę stać w kolejce do lekarza?”

Możecie też żyć we wspólnocie, ale no proszę nie takiej. Jak już- dobierzmy się w jedno stado. Stado wszystkich ludzi świata. Dbajmy o członków naszej grupy! Nie potrafię tego pojąć. No nie umiem zrozumieć dlaczego ja idę do sklepu i widzę 1000 produktów które mogłabym z łatwością ukraść, a biedne dziecko klika tysięcy kilometrów dalej nie ma nawet skąd i komu ich zabrać choć umiera właśnie z głodu. I to tylko dlatego że nie urodziło się w czystej pościeli pokomunistycznego państwa…

 

 

 

 

 

Posted by: myslosiewnia | kwiecień 20, 2008

Sukcesy niedzieli

Dzień rozpoczął się o 11;46. Obudził nie telefon wibrujący w niezidentyfikowanym miejscu. Zdezorientowana i mająca nadzieje że to wiadomość od szanownego L. rozpaczliwie poszukiwałam urządzenia. Po 5 minutach walki z zaklejającymi się oczami odnalazłam aparat i dowiedziałam się że to niestety nie to czego oczekuję. Po krótkim ale owocnym wmawianiu sobie że snu na dziś już dość usiadłam przy komputerze. Odbyłam krótki kurs na temat: „Czym różni się wiara w Boga od wiary w konia na wrotkach?” z czego jestem bardzo zadowolona, poczym udałam się na śniadanie.

Niefortunnie wylądowałam w łazience, a następnie w INTER MARCHE. Tam zakupiłam 3 jogurtowe czekolady z alpejskiego mleka i snikersa oraz zeszyt do zapisywania snów. Nie obyło się również bez długopisu, bo podobno sennik powinno pisać się oddzielny pisadłem.

Dałam sobie w żyłę tego co mi było trzeba i zaczęła walczyć z bólem brzucha. Usiłowała sobie przypomnieć co jadłam. Niestety bezowocnie. Jednak barak mamy uderzył mnie bardziej niż myślałam.  

Rower z Krzysiem jak zwykle był wykańczający i miły. Dużo zdjęć przewinęło się przez aparat i wiele ślimaków przez moje ręce.

 

Pod względem wiary nic się nie zmieniło. Nadal wisze gdzieś między wyznaniami. Świadomość podczas snu też nie wychodzi choć głównie dlatego że co innego zaprząta mi głowę. Sukcesem jest jednak to że nauczyłam się wreszcie nagłosów i wygłosów oraz piosenki. W poniedziałek zarzucę na was sieć mojego” Nǐ wèn wǒ ài nǐ yǒu duō shēn”.

Niestety nie udało i się zrozumieć matematyki ale koniec tygodnia zaliczam do udanych.

 

Mam nadzieje że przyszły tydzień będzie pozornie najdłuższym w moim życu. Szkoła będzie pusta bez tych trzecioklasistów mających zwykle wszystko gdzieś, a dokładnie w dupie.

 

A no i kolejne dwa sukcesy o których zapomniałam:

1.Opanowuję wreszcie technikę pisania od zaraz.

2. Pozbyłam się zalegających od dwóch miesięcy koło śmietnika papapierów.

Posted by: myslosiewnia | kwiecień 19, 2008

Ateizm, LD i jaźń

“Wiedz, że to, co przenika całe ciało, nie podlega zniszczeniu. Nikt nie jest w stanie zniszczyć wiecznej duszy. Tylko materialne ciało niezniszczalnej, bezgranicznej i wiecznej żywej istoty podlega zniszczeniu.” Bhagavad-gita 2:17-18″

Wieczór

Cholera. Zaczynam wariować. Wszytko stało się nagle takie trudne i niejasne. Łatwiej było być nieświadomym katolikiem. Teraz kiedy stoję przed wyborem czuję się zobowiązana. Muszę wybrać najlepiej jak potrafię tymczasem spotykające mnie sytuacje nie ułatwiają mi sprawy.

Ranek

Rano bliska byłam ateizmu. Biłam się z myślami, a mama jak to ma w zwyczaju drażniła mnie dziwnymi pytaniami. Akurat dziś miała gorszy dzień i chodziła naburmuszona. Zaczęło się skromnie od :„Co ty z tym chińskim tak łazisz?” „A co to? Znów chiński?”. Potem nadeszło: „Znieś mi pranie” „Już? Zniosłaś?” .Na koniec rzuciła niezawodne: “Zjedz śniadanie”. By po chwili zapytać „I co? Zjadłaś już?” „Co jadłaś?” „Posmaruj tą kanapkę masłem” „To szaleństwo jeść kanapkę z samy serem” .Nie zauważyła widocznie że nie mam pięciu lat, ale i to jej wybaczam.

Południe

Kiedy woda nalewała mi się do nosa zapytałam samą siebie czy nie chce nie wierzyć w Boga tylko dlatego że poznałam tego człowieka. “Nie”- pomyślałam, ale na wszelki wypadek postanowiłam odłożyć sprawę ateizmu na czas kiedy nie będę zafascynowana jego osobą.  

 

Tak w ogóle to całkiem zgadzam się z teorią że nasza jaźń tylko mieszka w ciałach. Nie czuję specjalnej jedności z moją ręką czy nogą. Od dziecka zastanawiałam się nad tym dlaczego nie mogę w pełni nad nimi panować. Z drugiej strony być może to tylko kwestia wyćwiczenia. To może być coś w rodzaju świadomego snu. Kiedyś “nieświadomie śniłam świadomie”. Pamiętam dokładnie pierwszy obraz który przeżywałam orientując się że właśnie śnię. Wtedy nie wiedziałam jeszcze ze coś takiego ma nazwę i jest porządne przez takich ludzi jak ja i Krzyś. Teraz po długim czasie nie miewania tego zjawiska postanowiłam do niego powrócić. Nie było to łatwe i łatwe nie jest. Ćwiczę co wieczór, skupiam się i nic. Dopiero dziś miał miejsce pierwszy postęp. Mały bo mały ale zawsze. Jak przed chwilą się dowiedziała stało się to podczas  hipnagogi. Pytałam właśnie wf-istke czy mogę wyjść na zakupy i stałam się świadoma. Na jej przeczącą odpowiedź pomyślałam: “hej hej to mój sen, masz się zgodzić” i wyszłam. Nie wiem czy pani W. dała mi pozwolenie, ale jestem o krok bliżej. Myślę podczas snu.

Tags:

Posted by: myslosiewnia | marzec 25, 2008

Sen o końcu świata

Siedzieliśmy w jednym z rzędów kinowych krzeseł. Ja i Szymek. Przed nami rozciągał się widok Nowego Yorku- jeszcze ten z dwom wieżami. Niebo było ciemne, bezgwiezdne. Nasze napięte twarze oświetlały jedynie małe, żółte prostokąciki wiąż zmieniające swoje położenie na równie mrocznych jak niebo budynkach. Rozejrzałam się dookoła. Tysiące, być może miliony ludzi tak jak my, siedziało  w milczącym oczekiwaniu. Nie mogłam dostrzec ani pierwszego ani ostatniego rzędu obserwatorów. Próbowałam oszukać jakąś znajomą  twarz jednak w półmroku trudno mi było odróżnić kogokolwiek- zasięg wzroku sięgał najwyżej dwóch metrów. Dalej widziałam czarne kontury postaci. Szymek obserwując widocznie od dłuższej chwili moje niespokojne ruchy złapał mnie za rękę.  

Niespodziewanie, pojawiła się nad nami wielka kula. Leciała tak nisko, że niemal zahaczała o nasze głowy. Poczułam zimny podmuch we włosach- oczami wyobraźni zobaczyłam jak uderza w rzędy ludzi znajdujących się bliżej miasta.

Na ogromnej powierzchni kuli pojawiły się niebiesko fioletowe plamy i bryła przyspieszyła. Po chwili bezgłośnie spadła tuż za wieżami niszcząc niewiele mniejszy od nich budynek. Kobieta po lewej odetchnęła.

-Teraz zgaśnie światło. Linie elektryczne zostały przerwane- zdążył szepnąć mi do ucha Szymek.

Ogarnęła nas totalna ciemność Wyciągnęłam przed siebie dłoń. Czekałam aż ostrość wzroku się poprawi i ujrzę jej kontury. Nic się nie działo, nie widziałam nic prócz niesamowitego mroku.

Ludzie wciąż byli spokojni.

Głębia czerni została przerwana przez pięć kolejnych kul: centralną- małą, tak jasną, że patrząc na nią dostrzec można było jedynie biel i cztery krążące wokół niej- większe, pomarańczowe przypominające siatkę globusa.

Nagle jedna z dużych brył zaczęła obracać się wokół własnej osi. Najpierw powoli potem pewniej pojawiały się na jej powierzchni kolory. W końcu się zatrzymała.

Przypominała Ziemię. Spokojnie podleciała do swojej najbliższej sąsiadki kuli i zjadła ją.

Szymek otworzy laptopa. Jego skrzynkę e-mailowoą rozpychało 147 wiadomości. Bezmyślnie otworzył kilka z nich. Wszystkie miały tę samą treść: „Masz teleskop? To koniec świata! ;)”

Spojrzałam na niebo. Ziemia konsumowała ostatnią, najmniejszą kulę. Ludzie wstali i przerażonymi glosami darli się w ciemność jaka znów nas ogarnęła. Szymek przytrzymał moje ramie, pocałunkiem zamknął mi usta. Zakręciło mi się w głowie. Poczułam że osuwam się z fotela. Odepchnęłam go. Zerknął mi prosto w oczy i z tym samym uśmiechem, jaki posyła mówiąc „Cześć” i zapytał:

-No chyba się nie boisz?

Posted by: myslosiewnia | marzec 23, 2008

Rozrywka umysłu.

“Ciało jest jak maszyna lub pojazd. Tak, jak porzucamy pojazd, który przestał być użyteczny - my, dusze – porzucamy zewnętrzne ciało materialne, kiedy staje się ono bezużyteczne.” http://www.mantra.pl/wiedza/kto-reinkarnuje_2.html

 

 

Pora obrać życiową filozofię i własny(co nie znaczy, że właściwy) stosunek do religii. Nie zaprzeczam istnieniu Boga. Wierzę w niego, wcale nie bezyślnie i nie tak po prostu. Odpowiednie osoby(czyli głównie ja) wiedzą po co i dlaczego. Nie potrafię jeszcze w pełni odrzucić myśli, że ciało jednak czemuś ma służyć. Zresztą chyba nie chce tego zrobić. Pan Mikołajczak mial trochę racji. Nie można dostosowywać zasad wiary do siebie. Oczywiście mówimy tu o dwóch różnych aspektach. On jako niezłomny(podobno) katolik, ja jako szukająca błędów kościoła, za wszelką cenę chcąca udowodnić sobie, że wspólnota nie jest potrzebna do wiary.

Wiem już, że wierzę w Boga, wiem, że mam duszę i, że to o nią powinnam przede wszytkim dbać. Jest jeszcze tyle niedociągnięć w moim “wierzeniu” w istotę ponad nami: Boga- bo tak to się powszechnie nazywa. Nie potrafię sobie wyjaśnić po co tu jestem, dlaczego, ale czuję, że najbliżesze dni przyniosą wiele przemyśleń.

Piszę, bo…właściwie skoro mam zajmować się SWOJĄ duszą nie powinnam dzielić się takimi wnioskami. Jednak mój umysł, potrzebuje rozrywki- jest widoznie za wcześnie,abym mogła oderwać się od życia ciała i zająć się wyłącznie odnajdywaniem głębi duszy.

 

 

 

Older Posts »

Categories