Żeby było bardziej romantycznie, poetycko i uwodzicielsko zacznę może od onomatopei ‘ach”.Więc “ach” jak miło być tu i teraz siedzieć w czerwonym pokoju z kubkiem kakao w ręku. Miło jest wreszcie pisać tak porostu nie przejmować się niczym, nawet tym, że po porostu powinien być przecinek, a go nie ma. Photoblog, jakoś wyssał ze mnie radość z przelewania myśli na papier i zamiast zachęcić odrzucił chęć poczucia tego dreszczyku, który przechodzi po plecach, gdy wciska się klawisz publikuj(na photoblogu ‘dodaj’).Z miłą, więc chęcią przerzuciłam się tutaj, gdzie nie będę (przynajmniej na razie-tak sadzę) oceniana przez 10-letnie dzieciaki, z papierosem w ręku, które po drugiej stronie mojego monitora wyobrażają sobie ‘myslosiewnie’ jako ‘my’ i ’slosiewnie’. Oczywiście nie che im się sprawdzić, co to ’slosiewnia’, więc uznają, że photoblog nazywa się ‘moja slosiewnia’. Swoją drogą to bardzo zabawne…Oj no chodzi o to, że nazwa zaczerpnięta jest od miski, w której odkłada się myśli “na potem”. Owa miska gra miskę w książkach o Harrym Potterze.Dzięki Szymkowi będzie beztrosko. Od czerwca 2007 przyjęłam zasadę ‘Nie pisz, co myślisz- myśl, co piszesz”. I co, hę? Moja pewność siebie ulotniła się gdzieś daleko i nie skleciłam od wtedy nic poza kilkoma przymusowymi pracami na konkurs, które wcale nie były dobre, bo napisałam je w stresie i bez nuty radości. Więc pora na naturalne odruchy, które objawiać się bardzo głęboką głupotą i bez składniowymi wypowiedzeniami. Miłego czytania(o ile ktoś oprócz Szymka to czyta). Pozdrawiam- Myślosiewnia(moja slosiewnia heh…)
Categories: