Wkraczając w świat szanownego pana Kasprowicza spodziewałam się wiele. Głównie tłumu podążającego za wiedzą(?), wrednych nauczycieli, których celem jest zniżenie mnie do poziomu podłoża lub jeszcze niżej i woźnych, które jako zjawisko nieuniknione występują we wszystkich budynkach szkolnych. Nawiązując do personelu dbającego o czystość chciałabym zaznaczyć, że moja wiedza na jego temat rozwijała się bardzo intensywnie przez trzy lata pobytu w gimnazjum. Woźne to zjawisko niebywałe i ponadczasowe. Swoje kwestie( „gdzie z tymi butami”, „podnieś ten śmieć” itp. ) potrafią wypowiedzieć w co najmniej 16 językach. No ale czemu się dziwić. Europa. A o porządek trzeba dbać. Bo po co mają sprzątać skoro mogą wykorzystać uczniów, którym w razie sprzeciwu wmówi się że są smarkaci i bezczelni?No ale wracając do tematu. Wkroczyłam. Był to oczywiście mały i niepewny krok po grząskim gruncie. Z każdej strony czaiły się nieznane twarze, zza rogów wychodzili potencjalni wrogowie i tylko słuchawka mp3 mogła rozładować napięcie. Szukałam. Długo. Ale nigdzie jej nie było! Poczułam w gardle kulkę która przesuwała się coraz wyżej i wyżej w kierunku jamy ustnej i…drzwi kościoła się otworzyły! Ulga. Można było usiąść w różowej ławce i posłuchać niezbyt udanego występu chóru. No. I jeszcze ten żart na wstępie kazania. Nie ma co.Reszta to zamazane obrazy ludzi w dredach. Ocknęłam się dopiero gdy Smutna pani powiedziała mi „Dziecko, masz syndrom gimnazjalisty, nie widać cię, a cię słychać!” Pfff….szaleństwo. Pierwsze chwile w nowej klasie a już czepiają się mojego wzrostu- pomyślałam.
Categories: