Czas leci, szybko jak cholera. Sama nie wiem, czego chciałabym więcej. Ludzi przebywających dookoła czy tej ciszy, która przylega do mnie, kiedy jestem sama. Mam wewnętrzne rozbicie związane z tym, co robię a tym, co powinnam zrobić. A przecież nie raz powtarzałam sobie, by iść za tym, co czuje, bo tylko wtedy mogę zasypiać z uśmiechem na twarzy i pełną świadomością, że jestem dobrym człowiekiem.
Sprawy- nazwijmy je- wewnętrzne interesują mnie od zawsze. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że osiągnęłam poziom dla większości zupełnie niedostępny. Byłam pewna siebie, otwarta, wesoła, miałam własne poglądy i zdanie. Wszystko to zgasło, gdy pewnego ranka obudziłam się i tak po prostu, jak za dotknięciem magicznej różdżki wypłynęły ze mnie cechy na które tak długo pracowałam. Pierwszym objawem zmiany było pytanie:, Dlaczego istniejesz?. Pytanie, które niespodziewani wtargnęło domowej głowy przynosząc ze sobą ból tuż obok skroni.
Resztkami sił próbowałam się jeszcze bronić. Wstałam szybko, pobiegłam do łazienki, odkręciłam lodowatą wodę i wsadziłam głowę pod kran. Czułam, że nadchodzi najgorsze. Przez chwilę byłam w stanie powtarzać sobie, że ktoś taki jak ja nie może tak myśleć, że to banalne, że…potem woda przestała działać. Wypełniły mnie na nowo wątpliwości i zażenowanie.
Trwam tak, biję się z myślami, z dnia na dzień coraz bardziej chcę znaleźć tą iskierkę, która dawniej mnie wypełniała, ale nie potrafię. To, co jeszcze nie dawno było na wyciągnięcie ręki, ten szczyt góry, od którego dzieliło mnie tylko kilka kroków teraz jest odległym marzeniem.
Brak zaufania, rozczarowanie i żal potrafią widocznie zniszczyć nawet najsilniejszą duszę.
Categories: