Posted by: myslosiewnia | marzec 6, 2008

Czarne oczy małej Rumunki

Ulice były pełne na nic nie zwracających uwagi przechodniów, zabieganych kobiet i roztrzepanych mężczyzn. Z boku, na mokrym chodniku klęczała Rumunka. Jej córka pobiegła do nas, uczepiła się mojej nogi i zaczęła żebrać. Miałam w kieszeni 5 złotych. To za dużo-pomyślałam- przecież i tak jej matka kupi za to wino. Udałam, że nie czuję jej błagalnego uścisku. Szarpnęłam nogą i odeszłam. Dziewczynka zachwiała się lekko, ale szybko przywróciła równowagę. Zmrużyłam oczy- myśl o czymś innym…obiad, lekcje, trening, sen. Mała Rumunka wypatrzyła kolejną ofiarę i podbiegła do niej z kubeczkiem. Niestety ta też ją zbyła. Dzisiejszego popołudnia, matka nie kupi alkoholu…

Jak potoczyło się to wszystko dalej? Niektórzy nawet nie zwrócili uwagi, że cudzoziemki błagają o pieniądze. Po prostu przeszli dalej. Nie ważne na co chciały je wydać. Nie ważne skąd się tam wzięły. Jak mogłam nie dać jej tych durnych pieniędzy? Dla mnie to kwestia kilku batonów, a być może dziewczynka została pobita, za niewydajną prace? Może naprawdę była głodna, może nie każdy jest taki jak opisywany nam przez mamy cygan?

Jej oczy…to straszne. Powinna właśnie uczyć cię dodawania, czujnie przyglądać się kuleczkom na liczydle, tymczasem stała tam w deszczu i zdobywała wiedzę na temat wyłudzania.

  

Jaki świat jest chory, nienormalny, paradoksalny. Wy jesteście durni, i ja i wszystko! Wciskam tu bezsensownie klawisze, zamiast działać. Po cholerę czytacie te słowa? Nudzi wam się?

Pora coś zrobić. My wyrzucamy resztki z obiadu do śmieci, a za szybą ktoś blaga o nie Boga.

Chcę daleko. Daleko, daleko, daleko. Teraz wiem że zrobię wszystko żeby to się udało.

Leave a response

Your response:

Categories