Siedzieliśmy w jednym z rzędów kinowych krzeseł. Ja i Szymek. Przed nami rozciągał się widok Nowego Yorku- jeszcze ten z dwom wieżami. Niebo było ciemne, bezgwiezdne. Nasze napięte twarze oświetlały jedynie małe, żółte prostokąciki wiąż zmieniające swoje położenie na równie mrocznych jak niebo budynkach. Rozejrzałam się dookoła. Tysiące, być może miliony ludzi tak jak my, siedziało w milczącym oczekiwaniu. Nie mogłam dostrzec ani pierwszego ani ostatniego rzędu obserwatorów. Próbowałam oszukać jakąś znajomą twarz jednak w półmroku trudno mi było odróżnić kogokolwiek- zasięg wzroku sięgał najwyżej dwóch metrów. Dalej widziałam czarne kontury postaci. Szymek obserwując widocznie od dłuższej chwili moje niespokojne ruchy złapał mnie za rękę.
Niespodziewanie, pojawiła się nad nami wielka kula. Leciała tak nisko, że niemal zahaczała o nasze głowy. Poczułam zimny podmuch we włosach- oczami wyobraźni zobaczyłam jak uderza w rzędy ludzi znajdujących się bliżej miasta.
Na ogromnej powierzchni kuli pojawiły się niebiesko fioletowe plamy i bryła przyspieszyła. Po chwili bezgłośnie spadła tuż za wieżami niszcząc niewiele mniejszy od nich budynek. Kobieta po lewej odetchnęła.
-Teraz zgaśnie światło. Linie elektryczne zostały przerwane- zdążył szepnąć mi do ucha Szymek.
Ogarnęła nas totalna ciemność Wyciągnęłam przed siebie dłoń. Czekałam aż ostrość wzroku się poprawi i ujrzę jej kontury. Nic się nie działo, nie widziałam nic prócz niesamowitego mroku.
Ludzie wciąż byli spokojni.
Głębia czerni została przerwana przez pięć kolejnych kul: centralną- małą, tak jasną, że patrząc na nią dostrzec można było jedynie biel i cztery krążące wokół niej- większe, pomarańczowe przypominające siatkę globusa.
Nagle jedna z dużych brył zaczęła obracać się wokół własnej osi. Najpierw powoli potem pewniej pojawiały się na jej powierzchni kolory. W końcu się zatrzymała.
Przypominała Ziemię. Spokojnie podleciała do swojej najbliższej sąsiadki kuli i zjadła ją.
Szymek otworzy laptopa. Jego skrzynkę e-mailowoą rozpychało 147 wiadomości. Bezmyślnie otworzył kilka z nich. Wszystkie miały tę samą treść: „Masz teleskop? To koniec świata! ;)”
Spojrzałam na niebo. Ziemia konsumowała ostatnią, najmniejszą kulę. Ludzie wstali i przerażonymi glosami darli się w ciemność jaka znów nas ogarnęła. Szymek przytrzymał moje ramie, pocałunkiem zamknął mi usta. Zakręciło mi się w głowie. Poczułam że osuwam się z fotela. Odepchnęłam go. Zerknął mi prosto w oczy i z tym samym uśmiechem, jaki posyła mówiąc „Cześć” i zapytał:
-No chyba się nie boisz?
Categories: